Krzesło o konstrukcji deskowej, cz.1.

Faza projektowa krzesła o konstrukcji deskowej zakończona.

policzek oparcie

Zabrałem się więc za etap przygotowania materiału pod realizację. Wybrałem drewno jesionu. Twarde, ciężkie, gęste i jasne. Ostatnia deska z partii, którą zakupiłem niespełna dwa lata temu. Około rok leżały pod zadaszeniem na przewiewie, następnie rok w suszarni. Okresowo suszone, albo po prostu leżąc, gdy nie było materiału do suszenia. Wilgotność nie przekraczająca 6% wymaga ostrych narzędzi.

Wymiary deski wynosiły 310cm x 60cm x 4cm. Musiało to być pokaźne drzewo, gdyż nie jest to najszersza deska z przetarcia.

jesionk2

Rozrysowanie wymiarów, ucięcie z długości, następnie cięcie wzdłużne w celu pozbycia się oflisu, oraz wyrzucenia środka deski. Cięcia wykonałem na szerokość 9cm. Teoretycznie mogłem wykonywać cięcia na szerokość +/- 27cm, czyli tyle ile wynosił materiał po wycięciu środka i oflisu. Zalecane jednak jest rozcinanie drewna na mniejsze elementy, i ponowne sklejanie. Pozwala to zmniejszyć ryzyko paczenia się materiału. Każde cięcie rozrywa połączenia włókien w strukturze materiału. Dzięki temu deska po sklejeniu nie ma fizycznej ciągłości włókien, jednocześnie wizualnie sprawia wrażenie spójnej.

jesionk3 jesionk4

Po rozcięciu odbywa się struganie elementów. Najpierw równanie na heblarce dwóch boków, następnie puszczenie przez grubościówkę i uzyskanie żądanej grubości materiału. W tym przypadku 30mm.

Kolejny etap to klejenie. Poprzedzony jest frezowaniem mikrowczepów na bokach desek. Dzięki temu powierzchnia styku elementów zostaje zwiększona, oraz znika ryzyko wyjeżdżania elementów do góry podczas zakręcania docisków.

jesionk5

Pozostaje czekać aż klej zwiąże i zastygnie.

Kolejne etapy to między innymi wyrównanie płaszczyzn po klejeniu. Wycięcie kształtów, itd..
Już teraz zdaję sobie sprawę z trudności wykonania płaskorzeźb w tym materiale. Drewno jest na prawdę suche i twarde. Przypuszczam, że nie wypuszczę pobijaka z ręki choćby na moment. Sam wybór materiału wpłynął na wydłużenie czasu realizacji o jakieś 30%. Praca dłutami bez pobijaka jest bardziej rytmiczna, płynna, swobodna. Używanie pobijaka wydłuża czas pracy (oczywiście w pewnych sytuacjach), gdyż każdy ruch dłuta jest poprzedzony zamachem ręki i uderzeniem młota.

Jednak jak już wcześniej wspominałem, ja nie robię tego aby zrobić to szybko. Robię to by rozwinąć swe umiejętności. By sprawdzić swój obecny poziom warsztatu.

W pewnym momencie rozwoju, tutaj akurat snycerstwa ale tyczy się to też innych dziedzin, zanika spojrzenie na dany projekt pod kątem trudności. W głowie nie pojawia się myśl: czy to będzie dla mnie trudne, czy dam radę.

Po prostu: przystępuję do działania albo nie.

Nie ma w mej głowie pytania: czy chcę?
To czy chcę czy nie chcę, kompletnie nie ma znaczenia.
Całe istnienie otaczającego nas świata jest wyjęte spod nurtującego ludzkość pytania bądź stwierdzenia: ja chcę.
Jeśli przychodzi odpowiedni czas, to rzeczy się stają, dzieją. Przyroda nie budzi się do życia bo chce.
To się dzieje. Staje nieustannie. 300-stu letni dąb nie urósł do ogromnych rozmiarów. On ciągle rośnie.

Jaki to ma związek z moim rzeźbieniem?
Ogromny.

Nigdy świadomie nie stwierdziłem, że chcę rzeźbić, że chcę tworzyć stolarstwo. To się stało.
Moje wybory, dokonania, decyzje sprawiły, że jestem gdzie jestem. Niezależnie od mojej chęci zaistnienia tej sytuacji.

Jeśli decyduję się działać, to całym sobą łączę się z pracą. Przeżywam proces twórczy. Złość, gniew, spokój, opanowanie, wyciszenie. To wszystko się przeplata podczas wielu godzin pracy, by na końcu objawić się jako kolejna ukończona realizacja, jako przebyta droga.

Powinienem na zakończenie napisać coś wyniosłego, pompatycznego.
Ale skończyła mi się woda niegazowana, i zastanawiam się czy picie o tej godzinie herbaty wpłynie na zaburzenie snu, czy też nie…

Dużo spokoju 🙂

Szczepan.